Przełom i inne nowele





On, człowiek najspokojniejszy, znany ogólnie z równowagi moralnej, on, Jerzy Borowiecki, szeptem tym wstrząśnięty, nie słyszał nic po nad to jedno imię, które dla niego
głuszyło w tej chwili cały wir wielkiego miasta, cały ruch przeludnionej, handlowej dzielnicy.
Nie widział ani kamieniarskich zakładów, ani małych domków i wielkich gmachów, ani dzielnicy nalewkowskiej, nic, nic, prócz świeżej, słońcem oblanej mogiły, nad którą
unosiło się ognistemi, dla niego tylko widzialnemi zgłoskami, to jedno imię:
Marya.
I spokojny na pozór, lecz w tajniki najgłębsze duszy własnej wpatrzony, przebiegał myślą wspomnienia z istotą jej związane; przezywał je po raz wtóry z nieznanem sobie wpierw
natężeniem uczucia i woli.
Cały ten nienormalny, rozpaczny stan duszy spadł na niego zupełnie niespodziewanie. Był to cios o tyle silny, o ile nieprzewidziany.
Przedwczoraj jeszcze, on, Jerzy Borowiecki należał do najszczęśliwszych i najspokojniejszych ludzi.
Naczelnik wydziału rachunkowego w zarządzie jednej z wielkich instytucyi rządowych, przywykł życie swe stosować do cyfr i do zegarka.
Posada zajmowana przynosiła mu nietylno dobrobyt, lecz dostatek; majątek przeto osobisty, niewielki wprawdzie, ale zabezpieczający niezależność, umieścił tak, aby odsetki i
dywidendy, pomnażając kapitał, uczyniły go z czasem, na starość, zupełnie bogatym człowiekiem.
Ta rachunkowość, zapożyczona mimowoli może z wiecznego przestawania z cyframi, uczyniła go trochę chłodnym i w sobie zamkniętym, trochę sybarytą, filistrem, żyjącym dla siebie
tylko.
Z drugiej jednak strony dawała mu ona pewność siebie, pogodę umysłu i spokój, zarówno wewnętrzny, jak zewnętrzny; spokój, który, w wieku newrozy i gorączkowej za bogiem -
rublem gonitwy, był sam w sobie skarbem już nieocenionym.Ów spokój jednak, owo najwyższe dobro, którego postanowił strzedz jak życia — spróbował mu się sprzeniewierzyć.
Wśród cyfr błysnęła mu raz i drugi poznana niedawno twarzyczka; kolumnę całą splątała i zmyliła para oczu błękitnych, badawczo i poważnie na niego patrzących.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 Nastepna>>





Polecamy inne nasze strony: